najważniejsze to mieć priorytety!
wtorek, 30 października 2007
Weekend w Belgii - część pierwsza

Witam obu stałych czytelników bloga :) Zaczynam nowy cykl w 'przygodach djkapnika' dotyczący mojej ostatniej wizyty u Czela w kraju króla Alberta i królowej Paoli.

Czel przebywa w drugim co do wielkości mieście Belgii, mieszka przy spokojnej cichej ulicy, wszędzie ma blisko i cały urok zakłócają dwie rzeczy. Pierwszą są krzywe i wąskie chodniki, przez które uszkodziłem sobie stopę. Drugą: kompletny brak ludzi.

Drugi dzień tajniackiego mieszkania u Czela w pokoiku, a jeszcze nikogo nie widziałem. Czel uparcie twierdzi, że w akademiku oprócz niej mieszka jeszcze czternaście osób.

Ostatecznie poznałem trzy dziewczyny, które tam mieszkają i niesamowicie plotkują, co przeczy tezie Czela, że to faceci są plotkarzami a kobiety nie.

Sobota wieczorem, około 23, idziemy do wypasionego klubu tanecznego. Oczywiście po drodze nikogo nie spotkaliśmy. Wchodzimy tam, pusto, tylko pan bileter który wręczył nam bilety po czym je sobie wziął, bo taka jest procedura. Czel znowu mówi, że wszyscy pojawią się później. Dopiero w klubie jazzowym spotkaliśmy dosłownie kilka osób.

Na szczęście w niedzielę pojawili się rodowici Belgowie. Widziałem ich około dziesięciu.

sobota, 06 października 2007
Bojowy Czech

Wczoraj w akademiku odbyła się wielka impreza. Potrójne urodziny plus świętowanie magisterki koleżanki z pokoju obok, Słowaczki Petry. Naszych sąsiadów z południa jest tu bardzo dużo, razem z ich sąsiadami Czechami. Wszyscy są bardzo dumni z Petry i każdy Czech ostro do niej uderza. Zazdrość, znaczenie terytorium i te sprawy.

Jeden z Czechów był tak dumny, że postanowił mi przedstawić Petrę w trakcie imprezy.

Czech: Poznaj moją koleżankę, Petrę, ona jest świetna (i inne komplementy).

ja: Och wiem, my się już znamy, mieszkamy obok siebie. Tutaj, na pierwszym piętrze.

Czech (wyraźnie wzburzony): To Ty z nią wczoraj oglądałeś film?

ja: Nie, nie!

Czech (wyraźnie rozluźniony): To świetnie.

23:21, djkapnik
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 04 października 2007
Foreign Exchange Student

Życie na obczyźnie lekkie nie jest. Niby ładnie, pięknie, stypendium zagraniczne, renoma uczelni, nowi ludzie, nowe miejsca, nowy bagaż doświadczeń, duża dowolność w organizacji własnego czasu, a i ze strony wykładowców szerokie wsparcie i pomoc. Jak przyjdzie co do czego, to już tak sielsko nie ma.

Wykład, profesor referuje pewien konkretny temat, nie zwraca uwagi na szczegóły. Można powiedzieć: przekazuje studentom subtelne wskazówki. Kiedy omija jakiś problem, mówi: "to jest łatwe, nie będziemy się tym tu teraz zajmować". Czasem, kiedy sam nie jest przekonany, czy to rzeczywiście jest łatwe, lekko rozszerza swoją wypowiedź: "to jest łatwe, nie będziemy się tym tu teraz zajmować, znajdziecie to w książce".

Książka. Profesor oczywiście podał gdzie dokładnie szukać w tej książce, chociaż jak wiadomo, to docent wie co jest gdzie w książce, a profesor wie gdzie jest docent. No a w książce nic nowego. Stoi jak wół, czarno na białym: "to jest łatwe, nie będziemy się tym tu teraz zajmować".

No i rzeczywiście, było łatwe. Wystarczyło pięć godzin.

23:17, djkapnik
Link Dodaj komentarz »