najważniejsze to mieć priorytety!
piątek, 26 września 2008
globalizacja vs. antyglobalizacja
Wczoraj Mariu (d. Mikaela) udała się do Berlina, co może wiązać się z reaktywacją kategorii 'Mikaela z NRD'. Towarzyszyłem jej w początku podróży do Krakowa, gdzie koło godziny 9.00 próbowaliśmy się napić kawy w jakiejś kawiani. Niestety, żadna galeria handlowa na naszej trasie nie była otwarta, a i z samodzielnymi kawiarniami było ciężko. Ograniczeni czasowo postanowilśmy się udać do restauracji hotelu Holliday Inn na Wielopolu.
Przemiły pan kelner z chęcią podał nam kawę oraz poinformował nas, że możemy również zjeść śniadanie (po 60 zł od osoby). Ze względu na z lekka wygórowaną cenę ograniczyliśmy się do kawy oraz gratisowych ciast.
Klimat hotelu niesamowity, kawa całkiem, całkiem. Tyle że te ciasta to jakieś weselne były - mocno naponczowany makowiec i twardawy sernik.
No ale globalizacja w pełni.

Po smutnym pożegnaniu Marii udałem się na kampus UJ, do nowego budynku mojego wydziału, w którym ma być jakaś stołówka, ale nie ma. Jest co prawda budynek biologii z cateringiem LOTu, ale oferta przestarzałej stewardessy jest cokolwiek niesmaczna.
Razem z moim kolegą udaliśmy się zatem do pobliskiego lokalu o wdzięcznej nazwie 'Drink Bar Rivana'.
Godzina 12.30, w środku dwóch panów zasypia przy pustawych kuflach piwa Żywiec. Znudzona pani barmanka siedzi przy barze wypełnionym alkoholami powyżej 40% zawartości alkoholu. Na ścianie menua, a w nim: barszcz z uszkami (12 szt. uszek), barszcz z krokietem (17% mięsa, 17% kapusty), bogracz, szaszłyk, itp. itd. Zamówiliśmy po hamburgerze. Pytam się pani barmanki, czy w ofercie jest coś bezalkoholowego. Na to ona znudzonym głosem i ruchem ramienia pokazała na lodówkę z paroma butelkami pepsi, mirindy i soku pomarańczowego, mówiąc "No tam...".
A w telewizji HBO komedia o Murzynie, który przez większość życia myślał, że jest bardzo mocno opalonym Włochem.
Na koniec przyszedł pan w dresie, z papierosem w ustach, wyjął z kieszeni 10 zł i zaczął grać na automacie, nonszalancko strzepując popiół do popielniczki na stole oddalonym od automatu.

I to jest antyglobalizacja.

Aha, a moja kategoria to teraz djkapnik z Nizozemska. Ładnie tak.
poniedziałek, 01 września 2008
trensetterom to zawsze wiatr w oczy..
oj tak.
np slucha sobie trendseterka - droga Agnieszka muzyki
folkowej z dalekiej Argentyny , myśli, że jest jedna jedyna, a przynajmniej jedna z nielicznych... a tu nie... nie da sie, zawsze cos.
powiedzcie mi drodzy czytacze tego bloga czy ktoś z was zna panią Merecedes Sosa(nie bede odmieniać żeby potem google kierowały jej fanów na sza strone:D).. tak sam z siebie, nie indagowany przeze mnie w/w lub nie zmuszany do jej sluchania w lazience? no?zna ktos?

jest taki lokal na Mostowej o wdziecznej nazwie gastronomicznej - Marchewka z groszkiem. Wszedłszy tam dzis z Detektyw Czech i Dj Kapnikiem uslyszeliśmy nie mniej - a wręcz zupełnie cała płytę Mercedes.
Nie da sie, zawsze cos.
Jak tu być trendestterką w tym mieście skoro nawet jak mówi MV jak założysz majtki na głowe i przejdziesz Floriańska to spotkasz przynajmniej dwie inne osoby w takim samym nakryciu głowy.


pff. wszytsko przez globalizację.
nie można już mieć niczego dla siebie.
wszystko wszytskich i wszyscy wszystkich.
kurna.



16:36, albanian_choir , Autowpis
Link Komentarze (1) »