najważniejsze to mieć priorytety!
czwartek, 31 sierpnia 2006
to nie jest wpis rasistowski
przyjechawszy do londynu ujrzalam nad biurkiem mojego ukachanego grafik basenu. -jas, a czemu tu jest rozroznienie na general swimm, adults only, men only i women only? -nie zapominaj kochanie ze zyjemy w dzielnicy kolorowej. kochanie jednak zapomnialo. poszlam dzis na basen nie sprawdziwszy sobie grafiku. nigdy jeszcze nie widzialam czegos takiego. okna basenu pozakrywane kocami. jak normlanie szakira albo robi bobi z glosnika to dzis hity z pierwszych miejsc hinudskich list przebojow. i dziesiec tysiecy hindusek w strojach bedacych wszystkim, ale nie stroajmi kapielowymi. taki model sari do plywania. te co odwazniejsze w getrach i podkoszulku, ale w czepku pasujacym do koloru getrow, wiec bez wiochy. i zadna nie umiala plywac. po prostu zadna. kazda za to mniej lub bardziej zgrabnym ruchem topielca poruszala sie w dowolnym kierunku lamiac wszelkie przepisy, lacznie z zakazem skakania do basenu z rozbiegu. dziesiec plywalo jedna reka druga trzymjac sie poreczy (jak ja na lyzwach :D )... po 15 minutach zrezygnowalam z rozrywki.
19:08, albanian_choir , Newsy z Wyspy
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 sierpnia 2006
rozmowy podszyte wiekiem

Starsza pani: Ja mam doskonały słuch, wszystko słyszę.

Mąż starszej pani: Moja żona też wszystko widzi, niestety.

Kolega starszych państwa: Jest nadzieja, że nic z tego nie rozumie.

10:52, djkapnik
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 24 sierpnia 2006
szara rzeczywistosc na wyspie czyli dzien z zycia zarana
wczoraj po codziennej libacji alkoholowo - narkotykowej, ktora odbywa sie na dachu, lub w przypadku niesprzyjajacej angielskiej pogody, na strychu, udalismy sie do spania okolo godziny 3. nie minelo jednak 6 godzin slodkiego snu, przyjechal tron. wielki jebaczny tron. nasuwa sie pytanie, dlaczego tron do nas przyjechal. otoz juz mowie. 15 minut pozniej przyjechal tez fryzjer i krolowa. o japonskiej stylistce, ktora nota bene nie mowi po angielsku ale jutro obcina mi wlosy, na razie nie wspominam, lepiej nie chwalic dnia przed zachodem slonca. trzeba jej pokazac obrazek, co wyjdzie, to wyjdzie. jako ze w studiu mamy wiec maly zamek, moglam spokojnie udac sie do gandziowni. w sumie nic ciekawego. przyjechalo tylko 5 kilo staffu, ktory trzeba bylo posortowac. ja udawalam ze nic nie widze i nie czuje po drugiej stronie slodkiego zielonego zapachu. co lepsze, policja po drugiej stronie ulicy udaje ze tez nie czuje. moze to dlatego, ze czekaja na dostawe specjalna - staf jamajski. staf jamajski tez przyjechal. w kolorze czerwonym o cenie kokainy. trzeba bylo sie z tym uporac szybko, bo juz o 19.30 arabska telenowela. ogladalam wiec z zaintersowaniem, jak w kinie, razem z 20 arabami zapierajacy dech w piersiach film. juz sie nauczylam nie zwracac uwagi ze nic nie rozumiem. w koncu jestem przechujem. skonczywszy prace w gandziowni udalam sie do studia, gdzie zrobiono mi serie zdjec na tronie. czyli ze wszystko w porzadku. ciag dalszy opowiesci bedzie.
00:33, albanian_choir , Newsy z Wyspy
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 sierpnia 2006
pigalak czyli tyły kliniki

Wiadomo jak ważnym elementem odzyskiwania zdrowia jest kontakt z naturą. Wychodząc tej prawdzie na przeciw na tyłach kliniki stworzono prawdziwą oazę zdrowia i spokoju. Bujna roślinność krzaczasto-drzewiasta, kolorowe kwiaty ziemno-doniczkowe i fontanna. Wszystko dopełnione urokliwymi głazami, ławeczkami i stylowymi latarniami.

Jeszcze ważniejszym elementem odzyskiwania zdrowia są odwiedziny. Ciepło dość było, więc kiedy ktoś wpadł mnie odwiedzić, zabierałem go na rzeczone tyły by posiedzieć i porozmawiać. Już w pierwszy dzień Mariu z Mateuszem poznali to piękne miejsce, które Mariu szybko nazwała "pigalakiem" - czy był to pigalak z prawdziwego zdarzenia to nie wiem, mnie tam nic nie oferowano. Nie dało rady, za każdym razem musieliśmy iśc na pigalak. W przypadku deszczu można było uciec pod daszek i na ławeczce dokończyć odwiedziny.

Był oczywiście jeden minus. Gołębie, wszechobecna zaraza. Jeden bezskrzydły, miejscowy rezydent.

14:10, djkapnik
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 sierpnia 2006
garnitur

mój chłopiec, na blogu tutejszym zwany metju kupuje sobie dziś garnitur - czasem trzeba. co 20 min telefon:

-miusiu? co Ty o tym sądzisz tu taki garnitur znalazłem szary w zielone prążki....
-.....???? (w domyśle kurna kto widział garnitur w zielone prążki)
- no bo on wiesz jest taki szaroczarny w zasadzie, taką fakture ma z czarną nitką, przeplataną taką, ale jak z daleka to taki szary jest
- aha no to opisz jeszcze ten prążek
-no zielony, ale wiesz tak na prawdę to on jest taki zielony wpadający w niebieski szczególnie w środku (prążka) to są takie zmieszane kolory tak wiesz jak impresjoniści robili
-mateusz ale on ma jeden rodzaj prążka??
-no tak ale taki różnokolorowy....
-.....
-ale wiesz kochanie, jak sie tak z daleka popatrzy to on sie biały wydaje (ten prążek) !
-aha. ale wyglądasz w nim bosko??
-ba!! no jasne!!!
- to kupuj

.....

po 20 minutach telefon.

-miusiu kupiłem!
teraz bede w nim chodził i w t-shirce i w mokasynach i bez skarpetek! jak w serialu miami vice!
- to rzeczywiście bosko.miusia.

czwartek, 17 sierpnia 2006
notka biograficzna

ja mam to szczęście że znam dj kapnika osobiście w realu itp, on jest dobry człowiek i jak mariu w nieszczęściu to kapnik jak do rany przyłóż (dosłownie:P???) toteż odwiedza mnie kiedy ja w rekonwalescencji ( tu zapowiedź innego wpisu który później) widujemy się toteż codziennie i sobie rozmawiamy inteligencko o tym i owym. wczoraj na przykład o internecie ogólnie i tym co my tam robimy - dj kapnik np:

- ja to sobie robie takie dni z wikipedią.... wczoraj na przykład wszedłem na hasło o Macedonii (vel Moładawii - nie pamiętam.mariu) i przeszedłem do hasła o hymnie ZSRR kiedy i co  i jak się w nim zmieniło. fajnie nie?? - fajnie:)

przy rozmowie o gadu dj kapnik kochany stwierdził

-lepiej żeby nikt nie dotarł do mojego archiwum - mój konformizm i relatywizm przebija przez karty internetu....

a Wy co robicie w sieci?? nie mówcie, że szukacie pornoli:P??

14:54, albanian_choir , Mikaela z NRD
Link Komentarze (2) »
wtorek, 15 sierpnia 2006
pachnące panie

W odwiedziny przychodzili różni ludzie. Sale spore, ludzie w większości w takim stanie, że mogli chodzić, więc sporo wizyt odbywało się przy stoliku, zaraz koło dyżurki lekarskiej gdzie ruch cały dzień. Mało było tego miejsca, więc przy sprzyjającej pogodzie można było wyjść na tyły kliniki, o których niedługo.

Do jednej pani przyszły w odwiedziny dwie koleżanki. To musiało być wybitnie lanserskie towarzystwo, gdyż panie były bardzo elegancko ubrane i, co gorsza, mocno wieczorowo wypachnione. Zapach dość szybko rozprzestrzenił się po całym oddziale wywołując reakcje alergiczne u części chorych i skrajne podenerwowanie u pielęgniarek. Panie siedziały i pachniały. Co gorsza, przyszły w porze wieczornych pomiarów, kolacji, wizyty, więc musiały zrobić przerwę w uczcie z hospitalizowaną koleżanką i jakiś czas siedzieć. I czekać.

Robiły to z wybitnym obrzydzeniem, szczególnie że inni chorzy zaczęli sprawdzać co tak intensywnie czuć na korytarzu i podchodzić do nich. Nie trzeba wspominać, że chorzy w szpitalu nie pachną jak te panie, co zapewne nie pozwalało im zaakceptować ich obecności.

I nagle na ich twarzach zajaśniał uśmiech. Ktoś również intensywnie pachniał. Pani doktor wyszła z dyżurki na wieczorną wizytę.

18:57, djkapnik
Link Komentarze (1) »
sobota, 12 sierpnia 2006
każdy może być Żydem:P

to nie jest wpis szerzący antsemityzm ani też prosemityzm czy jak to tam sie nazywa. to tylko taka parafraza lub metafora. wpis bedzie o mateuszku, a tytuł to jego słowa. moj chlopiec mianowicie ktory jak sam twierdzi: "zostal wychowany w surowym katolicyzmie Daru Bożego" i zaczepia kolegów mówiąc "porozmawiam z Tobą jak Żyd z mężczyzną" (Mateuszek nie jest Żydem żeby nie było) został jakiś czas temu sprzedawcą w sklepie z komórkami i sprzętem fotograficznym (na stanie 2 aparaty). Sklep jest nie na uboczu nie w Hucie tylko pod jednym znanym zabytkiem wiec ludzi dziwnych duzo.

wchodzi pan z córką całą w Dolce&Gabbana perorują po rosyjsku coś tam a Mateuszek do nich już prawie po hebrajsku się wypowiada bo usłyszał swej zajebistości że przeliczają ceny na szekle.(Ha! rosyjscy żydzi z Izraela)  niestety sobie poszli. szkoda ze nie mieli okazji wysluchac piosenki do muminkow po hebrajsku ktora juz niedlugo jako chwyt marketingowy leciec w sklepie będzie.

przyszedł pan jeden emeryt zapewne i pyta czy mateusz ma aparaty jednorazowe, mateusz przełykając czisa prawie, mówi że nie, na co Pan z dziką satysfakcją : a ja mam!!! i wyjmuje z reklamowki 6 chinskich aparatow jednorazowych z fleszem i bez flesza, ładne to to estetyczne w zakupie po 10 złotych. mateusz wziął kupił i sprzedaje sobie bosko po 20, przy czym sczaił też nr do importera a z panem ugadał sie na fakture od wnuka z firmy. czyli wszystko gra.

mateuszka podrywa też amerykański sprzedawca biżuterii i para z Izraela która każe mu do siebie faksować. Ciekawe czemu?

To narazie tyle. Mariu czyli Mikaela.

piątek, 11 sierpnia 2006
dysdyskrecja czyli brak dyskrecji

Szpital jak to szpital - ma leczyć. Wysyła więc na różnorakie konsultacje by dogłębnie przebadać delikwenta. Mnie przeznaczone było iść do gastroenterologa. W poczekalni, wraz z rzeszą zwykłych ludzi z ulicy, czekaliśmy na jedną z dwóch wysokich tlenionych blondyn o niesamowitej tapecie na twarzy i długich, czarnych, kręconych, sztucznych rzęsach (jakby się ktoś zastanawiał, to tak chyba wyglądają gastroenterolożki).

Jedna z nich wyszła z gabinetu i podniesionym głosem zaprasza do gabinetu:
Kto z państwa z programu alkoholowego?

Jeden pan spurpurowiał (wcześniej był blady, program widocznie skuteczny) i wchodząc do gabinetu cedził przez zęby:
Myślałem, że to jest tajemnica lekarska!

Na co rezolutna blondyna, już przez zamknięte drzwi odpowiedziała:
Przecież nie zawołałam pana po nazwisku!

23:51, djkapnik
Link Komentarze (1) »
środa, 09 sierpnia 2006
wentylator

Na sali był wentylator. Wiatrak taki u sufitu, trójskrzydłowy, bardzo przydatny w końcowych dniach upałów. Kręcił się cały czas, dzień i noc. Pan na łóżku na przeciw mnie patrzył sobie na ten wiatrak, jak każdy z nas, w chwilach odpoczynku, relaksu czy też oczekiwania na stały punkt szpitalnego rozkładu dnia.

Nastał sobie właśnie jeden z takich punktów - wizyta. Nad panem z naprzeciwka stanęło trzech lekarzy i się zastanawiają, wypytują. A pan im opowiada:
Bo widzi pani doktor, jak ja tak patrzę na ten wiatrak, to on jest jeden. Ale jak patrzę obok, to widzę dwa - no czyli tak jak mam normalnie z tymi moimi chorymi oczami. Ale pani doktor, jak się patrzę na to srebrne na dole, to to cały czas jest jedno - ale się nie rusza! Czyli co? Będę widzieć pojedynczo ale bez ruchu?

Lekarze wyszli na naradę na korytarzu, by nie stresować pana. Po powrocie pani doktor powiedziała:
No niestety, nie może pan patrzeć na ten wiatrak.

Leczenie zakończone. I niepoważny problem potraktowano poważnie.

21:19, djkapnik
Link Komentarze (1) »