najważniejsze to mieć priorytety!
niedziela, 28 maja 2006
jaś też oglądał. i "tydzień na działce" tez. ale to musieli puszczac w latach siedemdziesiątych...

powstaje pytanie czy agent ogladal...
geneza

Każdy się czasem zastanawia co spowodowało, że spośród sporego grona znajomych jedni się wykruszają, drudzy zostają na dłużej. My tutaj w chórze mamy wiele wspólnych wspomnień, mimo że czasem zahaczają one o czasy kiedy się nie znaliśmy. I tak na przykład Mateusz i ja byliśmy ganiani w samych rajtuzach do przedszkola. Ale są też inne wspólne powody.

Zaran-badacz zajmuje się teraz specifyką dziecięctwa wiejskiego i opowiada mi o typowej biblioteczce dziecka wiejskiego. I mały dialog.

ja: I jakie to są książeczki? Uprawa żyta na podmokłych polach popszenicznych?
zaran: Nie pierdol, że też oglądałeś Agrobiznes.

Czel i Mikaela też oglądały.

00:42, djkapnik
Link Komentarze (2) »
środa, 24 maja 2006
życie w dedeerze

Z cyklu niesamowite historie..

Wyjazd w czwartek z bylej stolicy Polski. Bus mnkal przez polskie remontowane szosy ok 180-190/h. Przez niemeickie przefrunal.

po kilku(nastu) godzinach juz w dedeerze..

Mikaela z nrd. Szloch, krzyk i spazm. Na dworcu koparka.... rozpedza sie...coraz szybciej i szybciej... nagle hamuje zarywajac w bruk i wykonujac polfikolek.... po czym rusza dalej.

Dzien pierwszy. Zwiedzanie miasta. Mikaela wyluszcza mi teorie o wyzszosci niemieckiego bruku. Opalizuje w sloncu..a o swicie mozna doznac czegos porowynywalnego z wejsciem na Mount Everest lub nurkowaniem u brzegow Australii. Na rogu ulicy pan chinczyk sprzedaje warzywa (Śnitlau) i uczy obcokrajowcow niemieckiego.

Wspollokatorka Mikaesi ma na imie Fredie i potrafi wykonac szereg prac domowych z zalataniem detki wlacznie. Jest weganka i uzywa weganskich produktow, np weganski plyn do naczyn, ktory wg zapewnien Mikaesi mozna pic:> Jest bardzo mila i ma slawnego brata.

Poznaje brazylijczykow, niemcow i francuzke ktora mysli ze Polska to syberia i jest szczerze zachwycona moim imieniem. Impreza u nich. Wchodzimy, a tam wszyscy w najlepsze spiewaja przy dzwiekach gitary przeboje muzyki wspolczesnej jak: I was born to make you happy, I will survive  czy francuskie gansomy. Oczy czarnoje nie znali.... Pozniej impreza przenosi sie do klabu gdzie ma grac dj brazylijczyk. Jechalismy tam tramwajem, nie mialam jednak biletu z racji na pozna pore.. ale wspolnie z innymi pasazerami tramwaju zostalo uradzone ,ze nie potzrebuje biletu bo w miescie Lipsk studenci po 19 moga podrozowac za darmo... taak.. POzniej piechota... do ciemnego lasu gdzie miesci sie klub. Wejscie 10 euraskow...zonk. okazuje sie ze mozna sie targowac...taka kultura tam jest.. Juz po 4 h koncertu zespolow brit pop (szalenczy taniec w rzedach... nikt sie nie pcha, nie klnie i nie wbija ci lokcia w zebra).. dj brazylijczyk wymiata, wymiata...

dzien kolejny.. niesamowity gasometer!!!i inne...niesamowite np.czlowiek-slon.(zakodowany mesasz do zarana: lynch to bejz) ;p

niedziela... obudzilam sie i uslyszlam dzwieki radia.. po glebszej analizie okazalo sie ze to msza.. a fredie piecze chleb i ciasto czekoladowe. ..

kolęd moc

Polską tradycją jest bawić się, swawolić. Wieść hulaszcze życie. Nie dziwota więc, że Polak potrafi i do kolędy zatańczy. Pal sześć w okresie bożonarodzeniowym, to przecież naturalne, by w takt poloneza "Bóg się rodzi" obejść z rodziną choinkę, zrobić kilka studniówkowych figur i udać się na szopkozwiedzanie.
Kolędy można też śpiewać w ramach rodzinnych libacji, nie przeszkadza że w połowie lipca. Ważne, by donośnie, z atencją, najlepiej koło południa. Żeby wszyscy na osiedlu słyszeli.

24 maja. Pięć miesięcy po świętach. Wśród skowytu K-Puszka za ścianą od rana wiązanka kolęd, króluje "Stille Nacht". Sąsiadka wita B16?

sobota, 20 maja 2006
przy goleniu

Pan Paweł podśpiewuje przy goleniu.

Gdy się nie widzę, nie wzdycham, nie płaczę
Nie tracę zmysłów kiedy się zobaczę...

00:29, albanian_choir
Link Dodaj komentarz »
piątek, 05 maja 2006
po długim weekendzie

Długi to był weekend, w zasadzie ciągle trwa. Cóż, Mikaela w NRD (d. Mariu) nie ma tylu dni wolnych, uczy się tam, pracuje i jeszcze na dodatek przeprowadza. Człowiek w życiu potrzebuje takich powiewów świeżości.

Starych drzew się nie przesadza, ale nie przeszkodziło to w przeprowadzce moich dziadków, kiedy oboje byli już po pięćdziesiątej rocznicy ślubu. Jeśli gwałtownie zmienia się powierzchnię mieszkalną to nietrudno pewne rzeczy zgubić, zawieruszyć, przypadkowo wyrzucić. Dziadek posiał gdzieś swój zestaw lutowniczy, o czym raczył nas poinformować w leniwe popołudnie w Dniu Flagi. Po co mu to wszystko? Naprawia maszynę! Do szycia! Stary przedwojenny Singer czy inny żydomason.

Wnuczku kochany, jak już tu jesteś pomożesz mi przy naprawie maszyny (przyp. aut. naprawionej już jakiś czas temu przez specjalistę, dziadek chciał pokazać babci, że też potrafi, więc zepsuł i naprawia od nowa).

Podchodzę, biorę do ręki to co dziadek kazał dokręcić. I nagle, jak mnie nie trzaśnie! 230V prądu zmiennego mile łechce moją dłoń. Odskoczyłem z blaskiem w oczach. Dziadek spojrzał szczerze zaskoczony, a babcia zatroskana. I jedno przez drugie:

Dziadek: Ojej, mi się to jeszcze nie stało. Nie wiedziałem, że trzeba wypiąć z prądu.

Babcia: I widzisz, on mnie tu zabić chce, codziennie muszę testament pisać. Ale nie przejmuj się, ciśnienie Ci spadnie. Mnie w Ciechocinku do takiej wielkiej beczki wkładali i też prąd kopał. No i grunt, że ciśnienie spadło.

A mi na złość ciśnienie podskoczyło.

00:03, djkapnik
Link Komentarze (1) »