najważniejsze to mieć priorytety!
niedziela, 24 grudnia 2006

 *
  (')&
& / \|
|/   \
 '-   -'
   / & \ &
& /  |  \|
|/_     _\
   /     \ &
& /    &  \|
|/     |   \
  '-----,-----' 

17:17, albanian_choir
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 grudnia 2006
nowy rozkład jazdy

Od niecałej godziny obowiązuje nowy rozkład jazdy PKP. Pociągi będą jeździć w nowych godzinach, pewnie nowymi trasami. Ale ciągle tak samo tragicznie niedokładnie, do tych samych obskurnych dworców i tymi samymi obleśnymi wagonami.

Wydawało się, że pojawiło się ostatnio światełko w tunelu (sic!). Na krakowskie Balice jeździ Balicowóz. Ładny, czysty, nowy, zadbany. Pan na dworcu głównym czyta z kartki zapowiedź po angielsku. Turyści się cieszą. No, lekka niedogodność w samych Balicach, bo się kolejarze z lotnikami rozminęli z dworcami, ale transportowcy to wielcy przyjaciele - ludzi dowozi pan z autobusem.

Kiedy wracaliśmy ze Stuttgartu od Buki też chcieliśmy podjechać Balicowozem. Pal sześć, że kupując bilet najpierw trzeba sobie przypomnieć iluprocentową ma się ulgę, a kiedy w końcu sobie człowiek to uprzytomni musi wybrać odpowiedni numerek - no bo uczniowie inną ulgę 37% mają, a studenci inną. Rozkład jazdy na lotnisku był cokolwiek inny niż na przystanku kolejki, pan z autobusem gdzieś się zapodział, a starsza pani w kapeluszu rozpływała się w miłości do dwudziestokilkulatka siedzącego na walizce i zabawiającego ją rozmową. Było wszystko, tylko nie było Balicowozu.

W końcu przyjechał. Autobus. Pan konduktor łamaną polszczyzną wytłumaczył nam, że z powodu awarii pociągu musimy jechać do Mydlnik i tam wsiąść do szynobusa. Posprzedawał bilety podróżnym, którzy w ulgach się nie połapali. W większości byli to cudzoziemcy, więc pan konduktor pokazywał im ceny biletów na palcach. Wyruszyliśmy pełni nadziei, która dość szybko się ulotniła na widok dworca w Mydlnikach.

Trzeba było widzieć miny obcokrajowców jak wysiedliśmy na zmieszany z błotem żwir, podeszliśmy kawałek po rozwalonym perono-chodniku, a następnie taszcząc plecaki i walizy wyspinali się na drewnianą kładkę nad torami - w końcu szynobus jeździ z drugiego peronu! A jakże!

Nachodzi człowieka refleksja - czy to aby na pewno ten niesamowity Kraków? Może dlatego wszyscy Anglicy i Irlandczycy chodzą po Krakowie nawaleni jak bela - bo zobaczyli dworzec w Mydlnikach i na wszelki wypadek znieczulą się na dalsze poznawanie c.k. Krakowa.

A Przemysław Peron G. do Krakowa samolotami nie lata. Jeździ ekspresem. Przez Włoszczową oczywiście.

środa, 06 grudnia 2006
desperacja matka glupoty?

Wpisując sie w nurt reklam budzacych skojarzenia z seksem wiele firm ucieka sie do tego sposobu. Bo to kazdy zrozumie. Po zawodowce i z doktoratem. Wiadomo, potrzeba pierwotna. Ostatnio pojawily sie 2 reklamy.. Bardzo proste. Jedna szminki, a druga jakiegos sklepu z agd.

Szminka: Pełne usta po jednym pociągnięciu.

Agd: Złap Mikolaja za worek!

jakie jest główne i przytłaczające swym ciezarem prawdziwy sens przekazu skojarzenie.. no .. no..?

Wiec pozwole sobie teraz zapytac.. czy kupilibyscie takie produkty? Czy taka reklama jest skuteczna?

Niech zyja dwuznacznosci! Ale...Trzeba wiedziec kiedy przestac.

poniedziałek, 04 grudnia 2006
Buka czyli indiańska Śmierć

Występują: Buka, Mikaela z NRD (d. Mariu), Metju lirycznie, djkapnik.

Na lotnisko w Stuttgarcie (Sztudgard - za www.germanwings.de) przybyliśmy po północy przedostatnim S-Bahnem z dworca. Szybko zajęliśmy strategiczną pozycję na krzesełkach tuż przed odprawą paszportową, aby mieć gdzie spać. Mariu przewoziła tajne substancje chemiczne, które trzeba było przetrzymywać w odpowiedniej temperaturze i to jej najbardziej zależało na znalezieniu bratniej duszy na lotnisku, która przy okazji miała lodówkę. Razem z Mateuszem zostawili mnie przy naszych rzeczach i udali się na wyprawę po loda i wiedzę o lodówkach.

Wtem koło mnie, niezauważenie pojawiła się Buka.

Nie wiemy czy przyjechała razem z nami i tylko zawiłość podziemności sztudgardzkiego lotniska zaprowadziła jej spore opóźnienie, czy może przyjechała następnym pociągiem. Grunt, że siadła koło mojego plecaka, wyjęła paczusię papierosków i nonszalancko zaciągała się dymem.

Jak to Buka - po chwili zniknęła - a my szybko zapomniawszy o niej odkryliśmy lepszą miejscówkę. Cisza, spokój, więcej miejsca. No tylko te lampy walące po oczach. Razem z nami udały się w to miejsce dwie inne niemieckie towarzyszki naszej niedoli (około 50 lat), którym najwyraźniej przypadło do gustu nasze survivalowe podejście do lotniska. Największe wrażenie zrobiło na nich to, że pokazaliśmy im jak poprawnie spać - leżąc na krzesłach, a nie siedząc z odchyloną głową i śliniąc się kątem ust (czyli kontem-plując).

Koło czwartej nad ranem przez sen poczułem dym. Koło mnie siedziała Buka i patrzyła się na mnie złowieszczym wzrokiem spod srebrnej kaskady włosów okalających ogorzałą indiańską twarz. Siedziała tak koło nas do 7.30 i wypaliła całą paczkę papierosów, pokasłując złowieszczo i gruźliczo.

Nie wiemy jak to się stało, że nagle zniknęła, z kim poleciała, czemu sobie nas i te dwie niemieckie damy upatrzyła. Przybędzie pewnie dziś na jakieś lotnisko i spojrzy złowieszczym wzrokiem na kolejnych, odważnych survivalowców.

A w Krakowie czyhały kolejne niebezpieczeństwa...

niedziela, 03 grudnia 2006
niegrzeczne dziewczynki nie zawsze dostaja to, czego chca

dialog listowny Marii z Mikołajem.Tym od prezentów.

Drogi Mikołaju!

W tym roku chciałabym ekspres cisnieniowy do kawy.

Z powazaniem,

Twoja Maria

Droga Mario,

Może być taki z tych tanszych, np za 400pln?

Twoj Mikolaj

Drogi Mikolaju,

No wlasnie nie, chcialabym juz taki lepszy, drozszy.

Maria

Droga Mario,

Czy Ty aby nie przesadzasz?

Mikolaj

Drogi Mikolaju,

Chrzan sie!

Twoja Maria

Skoro tak to to jest nasze ostatnie spotkanie. juz nie Twoj Mikolaj.

ups. Maria.

...