najważniejsze to mieć priorytety!
poniedziałek, 08 marca 2010
wspominam stary klomb
Tak, w pewnym wieku pewni ludzie stają się sentymentalni. Zamiast iśc do dyskoteki albo kulturalnie upic się pół litrą wódki, spotykają się w jakichś supertajniackich miejscach, by podczas zaprawionych ascezą imprez, zakrapianych w dodatku winem zmieszanym z budyniem o smaku waniliowym, śpiewac pieśni legionowe, wśród których poczesne miejsce zajmuje "Dumka na dwa serca" wykonywana z podziałem na role. Cóż, przynajmniej świadomośc patriotyczna w Narodzie kwitnie, jak również znajomośc piosenek M. Bajora, Z. Sośnickiej i A. Jantar stale się poprawia.
Wiadomo, upływ lat skłania do zwracania się ku przeszłości, ale żeby od razu tej sprzed swego urodzenia?!... Wniosek zatem jest prosty i dwojaki zarazem: 1. polska muzyka lat 70. i 80. jest najlepsiejsza i najwspanialsza; 2. przestając uprawiac ascezę, trzeba zacząc uprawiac coś innego, np. POLE!


ps. wpis powstał na wyraźną sugestię, która wszakże nie określała jego treści ;)
18:30, albanian_choir
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 kwietnia 2009
Detektywa myśli kilka
Idzie sesja. Każdy, kto już zabsolwował, tudzież jest na najlepszej drodze do zaszczytnego miana absolwenta wyższej uczelni (co pociąga za sobą utratę 16% zniżki na PKS na wschód), wie co to oznacza. Egzaminy! A egzaminy oznaczają niechybną koniecznośc rozpoczęcia wytężonych procesów naukowych, co z kolei oznacza, że porządny student zaczyna sobie szukac porządnego zajęcia.
Taki student - na ten przykład najlepszego w pewnej dziedzinie wydziału w naszym pięknym kraju, choc funkcjonującego w ramach zdecydowanie nienajlepszego uniwersytetu - byle oddalic od siebie perspektywę spotkania z podręcznikiem tudzież jego kserem, skłonny jest uprac sznurówki swoich ukochanych adidasków i przeprowadzic segregancję wszystkich dokumentów domowych, układając je w porządku rzeczowo-chronologicznym. Nieobce mu również wypranie wszystkiego, co tylko wpadnie w ręce, oczywiście z uzwględnieniem podziału na śnieżno-białe, jasno-kolorowe i ciemno-brunatne. O odkryciu w sobie pasji do literatury pięknej nie muszę wspominac, podobnie jak o nagłej potrzebie uprawiania sportów, dbania o tężyznę fizyczną  i spędzania czasu na świeżym powietrzu.
Ale to jeszcze nie koniec, a ciąg dalszy jest koszmarem! Po uprzytomnieniu sobie, że w domu już wszystko zostało zrobione i nawet buty stoją uporządkowane wg rozmiarów i kolorów, a zapuszczanie się w nawet najdziksze zaułki najpiękniejszej dzielnicy Krakowa jest bezprzedmiotowe, bo już się tam było, okazuje się, że jedyną czynnością, której się jeszcze nie dokonało jest otwarcie książeczki naukowej, którą skwapliwie, by uciszyc wyrzuty sumienia, zanabyło się pół roku wcześniej. I wtedy taki student dochodzi do odkrywczego wniosku - że jest tylko jedna wspaniała Książka, a reszta to takie popłuczyny intelektualne. Ot, co!
21:26, albanian_choir
Link Komentarze (6) »
niedziela, 29 marca 2009
powszechnie znana teoria!
Gdy spodnie zaczynają spadac z tyłka, to niechybny znak, że najwyższy czas, by je uprac, bo bród ciągnie spodnie w dół. A zatem radośc, że się schudło jest przedwczesna i niczym nieuzasadniona.
Niestety!
19:33, albanian_choir
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 marca 2009
Znajomość języków obcych
Kiedyś już pisałem o tym, jak Polacy radzą sobie w Amsterdamie z językiem niderlandzkim czy w ogóle z językami obcymi. Dzisiaj miałem okazję zobaczyć jak to działa w drugą stronę i przy okazji przypomniała mi się jeszcze jedna historia.

Poszedłem dziś do banku pozałatwiać parę spraw związanych z moim kontem. Usiadłem sobie w pokoiku do załatwiania takich rzeczy, pan był zachwycony że nie musi mi rysować na kartce 'konta oszczędnościowego' bo wiem jak to jest po angielsku, mimo że jestem z Polski. Najlepsze miało dopiero nadejść.

Po dziesięciu minutach pan zaczął opowiadać, że pracował z Polakami w Londynie (pewnie w banku, a nie na zmywaku), dlatego też powiedział do mnie "spierdalaj dupku".

Zacząłem się głupio śmiać, pan z uśmiechem na ustach stwierdził, że to jest chyba brzydkie, więc dodał: "ziartowałem".

A druga historia to pan ochroniarz z uniwerstytetu, który wychował się na holenderskim osiedlu wśród polskiej emigracji, dlatego umie mówić po polsku bardzo dobrze, tylko jego "gramatyka jest troszku pojebany". No i uwielbia rozmowę telefoniczną z Czarusiem na temat koksu...

Godverdomme!
czwartek, 09 października 2008
serowa antynomia
piszę te magisterskie glupoty.. wiec moj mozg wykonuje wiecej skomplikowanych procesów myslowych, niz w trybie niegraduacyjnym. ostatnio jedząc ser hochland natkneła mnie kolejna spiskowa teoria żywieniowa.
no bo w zasadzie taki Hochland.. czyli wysoki kraj.. wikipedia niby nie mowi, na jakiej wysokosci nad poziomem morza lezy Heimenkirch w Allgäu, ale ja wymyslilam skad ta nazwa wziac sie mogla..otoz jest to ni mniej ni wiecej jak tylko opozycja do Nizozemska, czyli Holandii(też ciekawe: Hochland-Holland). W tej perspektywie to Bawaria zawsze bedzie wyżej. Mysle ze jest to nieuzasadnione naduzycie, mimo wszytsko. Nie zebym byla wrogo nastawiona do Niemcow;), ale oni to chyba mają jakies kompleksy wobec holenderskiej krowy.
piątek, 26 września 2008
globalizacja vs. antyglobalizacja
Wczoraj Mariu (d. Mikaela) udała się do Berlina, co może wiązać się z reaktywacją kategorii 'Mikaela z NRD'. Towarzyszyłem jej w początku podróży do Krakowa, gdzie koło godziny 9.00 próbowaliśmy się napić kawy w jakiejś kawiani. Niestety, żadna galeria handlowa na naszej trasie nie była otwarta, a i z samodzielnymi kawiarniami było ciężko. Ograniczeni czasowo postanowilśmy się udać do restauracji hotelu Holliday Inn na Wielopolu.
Przemiły pan kelner z chęcią podał nam kawę oraz poinformował nas, że możemy również zjeść śniadanie (po 60 zł od osoby). Ze względu na z lekka wygórowaną cenę ograniczyliśmy się do kawy oraz gratisowych ciast.
Klimat hotelu niesamowity, kawa całkiem, całkiem. Tyle że te ciasta to jakieś weselne były - mocno naponczowany makowiec i twardawy sernik.
No ale globalizacja w pełni.

Po smutnym pożegnaniu Marii udałem się na kampus UJ, do nowego budynku mojego wydziału, w którym ma być jakaś stołówka, ale nie ma. Jest co prawda budynek biologii z cateringiem LOTu, ale oferta przestarzałej stewardessy jest cokolwiek niesmaczna.
Razem z moim kolegą udaliśmy się zatem do pobliskiego lokalu o wdzięcznej nazwie 'Drink Bar Rivana'.
Godzina 12.30, w środku dwóch panów zasypia przy pustawych kuflach piwa Żywiec. Znudzona pani barmanka siedzi przy barze wypełnionym alkoholami powyżej 40% zawartości alkoholu. Na ścianie menua, a w nim: barszcz z uszkami (12 szt. uszek), barszcz z krokietem (17% mięsa, 17% kapusty), bogracz, szaszłyk, itp. itd. Zamówiliśmy po hamburgerze. Pytam się pani barmanki, czy w ofercie jest coś bezalkoholowego. Na to ona znudzonym głosem i ruchem ramienia pokazała na lodówkę z paroma butelkami pepsi, mirindy i soku pomarańczowego, mówiąc "No tam...".
A w telewizji HBO komedia o Murzynie, który przez większość życia myślał, że jest bardzo mocno opalonym Włochem.
Na koniec przyszedł pan w dresie, z papierosem w ustach, wyjął z kieszeni 10 zł i zaczął grać na automacie, nonszalancko strzepując popiół do popielniczki na stole oddalonym od automatu.

I to jest antyglobalizacja.

Aha, a moja kategoria to teraz djkapnik z Nizozemska. Ładnie tak.
poniedziałek, 01 września 2008
trensetterom to zawsze wiatr w oczy..
oj tak.
np slucha sobie trendseterka - droga Agnieszka muzyki
folkowej z dalekiej Argentyny , myśli, że jest jedna jedyna, a przynajmniej jedna z nielicznych... a tu nie... nie da sie, zawsze cos.
powiedzcie mi drodzy czytacze tego bloga czy ktoś z was zna panią Merecedes Sosa(nie bede odmieniać żeby potem google kierowały jej fanów na sza strone:D).. tak sam z siebie, nie indagowany przeze mnie w/w lub nie zmuszany do jej sluchania w lazience? no?zna ktos?

jest taki lokal na Mostowej o wdziecznej nazwie gastronomicznej - Marchewka z groszkiem. Wszedłszy tam dzis z Detektyw Czech i Dj Kapnikiem uslyszeliśmy nie mniej - a wręcz zupełnie cała płytę Mercedes.
Nie da sie, zawsze cos.
Jak tu być trendestterką w tym mieście skoro nawet jak mówi MV jak założysz majtki na głowe i przejdziesz Floriańska to spotkasz przynajmniej dwie inne osoby w takim samym nakryciu głowy.


pff. wszytsko przez globalizację.
nie można już mieć niczego dla siebie.
wszystko wszytskich i wszyscy wszystkich.
kurna.



16:36, albanian_choir , Autowpis
Link Komentarze (1) »
wtorek, 26 sierpnia 2008
za górami za lasami.. jest nowy basen w/na* Kurdwanowie!
Jest. Strona www przedstawila go jako full wypas enterprise, wiec jako dwa zdrowe duchy wybralismy sie tamże z Tomkiem O. (nie mylić z tym lewicowym politykiem). Jako, że to rejony w/w, on prowadził. Na początku już okazało sie, że ulica Wysłołuchów to szereg wijacych sie miniuliczek gigantycznego blokowska jakim jest Kurdwanów ( skąd ta nazwa w ogóle?!), więc rozpoczęło sie pierwsze pół godziny kluczenia.. w międzyczasie wymienialiśmy uwagi dotyczące czepków i zasadności w nich sie upokarzania.. i wsród mojego narzekania i Tominych (słodkie słowo, czyż nie?;) okrzyków: "no właśnie to jest tam za zakretem", "zobacz to jest pentagon, najbardziej wypasiony blok tutaj", " to jest na pewno koło kortów" i "pojdziemy na doł! nie, nie tędy, to jest droga na manowce!" kluczyliśmy. Na moje nieśmiałe sugestie, że można by kogoś spytać o drogę (40 minuta błądzenia) usłyszałam:" Przestań, nie upokarzaj mnie! Wystarczy, że mam zółty czepek" (sic! T.O. ma zółty oczojebny czepek, który jednak nie świecił tak bardzo w wodzie: nie, Twoj czepek nie jest taki najgorszy, tak, ten facet ma gorszy!)
Kluczymy... kluczymy..

Nagle.. dostrzegam małe czarnego kotka z puszystym ogonkiem..

Ja: kocio, kici kici
kotek: (patrzy w przestrzeń, po czym wpada w szał i biega jak opetany wokoło nas. )

po chwili bieży w kierunku drzewa i skacze nań

Tomek: To jest wiewiórka!
ja: pogieło Cie? to jest kotek!
Tomek: to jest wiewiórka! basia basia basia..

i ta mała czarna wiewiórka przybiegła do niego i zaczęła łasić sie o nogi..
;/

Po godzinie dotarliśmy na miejsce. Naprawdę pełen (naszpikowany elektroniką) wypas.


*niepotrzebne skreślić

15:09, albanian_choir
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 sierpnia 2008
Polak potrafi

Ponieważ niedawno droga Agnieszka (d. Czelo) ostatnio ujawniła gdzie to ja się dokładnie znajduje, to postanowiłem opowiedzieć pewną historię, której świadkiem dzisiaj byłem.

Mieszkam sobie w Holandii, niedaleko Amsterdamu i czasem tam się wybieram. Dość istotną informacją jest to, że tunel metra w Amsterdamie jest aktualnie w remoncie, co skutkuje uruchomieniem sporej ilości dodatkowych autobusów kursujących między początkiem, a końcem tunelu.

Dziś własnie wybrałem się do Amsterdamu i chciałem podjechać tym autobusem. Podbiegłem na przystanek, przede mną dwie osoby u pana kierowcy (tutaj bilety sprawdza kierowca), ja jako trzeci, pan oczywiście postanowił mnie przytrzasnąć drzwiami. Następnie olał sprawdzanie biletów i ruszył. Zaraz wpadł mu pod koła drugi pan, żądając wpuszczenia go do autobusu. Jak tylko wszedł, okazało się, że był to kolega pana kierowcy. Co więcej, dzięki temu ujawniła się narodowość - pan kierowca, jak i jego kolega (również kierowca) byli Polakami. Wiązanka wyrazów polskich na k i ch pozbawiła mnie wszelkiej wątpliwości - to nie byli niderlandzcy kierowcy-poligloci.

Kolega wysiadł, weszli następni pasażerowie do autobusu. Pan kierowca mechanicznie podbijał bilety, jak ktoś miał większe wymagania, to machał ręką i kazał iść. Przedsiębiorcza pani przejęła zatem jego kasowniczek i sprytnie sama skasowała odpowiednią ilość stref.

Aż stała się rzecz straszna. Pan turysta, zapytał ładną angielszczyzną o dojazd do Stadionu Amsterdam Arena. No to pan kierowca na to:

Tak, tak, jedziesz do końca, do finish Amstel. Weź metro 54, metro 54. Do Arena. Amstel, tak masz jechać, tak masz jechać.

Jak wiadomo, powtórzenia (szczególnie wyraźne) wspomagają zrozumienie polskiego języka.

Turysta numer dwa, zapytał po niderlandzku, czy dojedzie tym autobusem do Central Staation (z tego przystanku wyjechaliśmy), na co pan kierowca odpowiedział, kiwając potwierdzająco głową:

Tak, tak. Stacjon, stacjon, tak.

niedziela, 10 sierpnia 2008
po 1, nie chodzić do muzea!
Muzeum Czartoryskich.
Gabloty z róznymi pojemnikami starozytnymi czy coś:D..m.in. manierka podróżnicza wypalana.

Detektyw Czech: Zobacz, taki prototyp piersiowki..


14:53, albanian_choir , Scenki
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 sierpnia 2008
praca praca praca. magisterska
Student nie wielbład.. musi napisać pracę jeśli chce żeby czas błogostanu nieróbstwa i uciekania od życia na lat 5 dobiegł wreszcie końca.
Łatwo nie jest, ale nikt nie mówił, że będzie. Roztrząsanie bezzasadności przepisywania ksiązek, które inni tez juz wcześniej przepisać musieli nie przynosi już dłuzej współczucia..;)
Tym niemniej są i dobre strony.
Uświadamiasz sobie, że po skończeniu na ten przykład politologii możesz być pogodynką, ekspertem Banku Światowego, górnikiem lub operatorem wózka widłowego w ikei.
Jest w stanie przyjść ci do głowy myśl o ukręceniu lodów z czarnych oliwek.
Ogólnie twoja wyobraźnia kulinarna bardzo sie poszerza.
Odwiedzasz wszystkie kluby, bary i puby w swoim mieście.
Widziałaś/eś już wszytskie filmy jakie obecnie są w kinach.
Zastanawiasz się nad adopcją kota.
Zastanawiasz sie nad emigracją (ale tylko wtedy jeśli nie dadzą Ci tej roboty pogodynki!)
Robisz podsumowania, a wyniki dobijają.
Boisz sie, że Ruscy w końcu wkroczą i wydaje ci sie, że ten facet za oknem wyzwa do ewakuacji.
Wiesz czym różni sie szron od szadzi i ile lat ma Dorota Schnepf.
W sklepach nieodmiennie wyszukujesz przykłady głupoty nadgorliwców z działu marketingu i reklamy typu: Chrupkie sosy.
Twoje mieszkanie lśni.


i mniej pozytywnie
Spłaszcza ci sie tyłek.
Straciłaś/eś już nadzieję na napisanie tej pracy .w ogole. kiedykolwiek.




18:07, albanian_choir , Autowpis
Link Komentarze (1) »
czwartek, 07 sierpnia 2008
coś sie kończy,coś sie zaczyna, tylko gdzie jest początek?
krakowski survival dobiegł lub dobiega końca. postarzeliśmy sie o lat pięć. w tym czasie ok.2 mln Polaków wyleciało na wyspy, zmienił sie klimat, prawie wyginęła panda wielka, wprowadziłam na naszym kwadracie segregację, podnieśli nam czynsz 2 razy, czesław mozil przeprowadził sie blisko nas, i w cukierni u pana Wojtka wprowadzono do oferty ciasteczka najbardziej niebieskiego i najpiękniejszego z krakowskich mostów.
W mniejszym lub większym stopniu udaje sie nam jeszcze jeździć na zniżkach studenckich. Dj Kapnik podbija Holandie, Mariu podbija Niemcy. Przekraczamy magiczną granicę...
czyżby czas na wielki skok...?

18:04, albanian_choir , Autowpis
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 marca 2008
sprawy biężące

Ten blog jest wieloosobowy. Tak jak Puszek jest wielorasowy, a soki Horteksu bywały wieloowocowe, choć jak to zwykle w polskim przetwórstwie owocowo-warzywnym bywa, były tylko i wyłącznie z jabłek.

A w ogóle to kto to widział. Przyjechałem na Boże Narodzenie, to było zielono i kwitnąco. Teraz jest Wielkanoc i białość?

I'm dreaming of a white Easter...

00:32, djkapnik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 marca 2008
męska muzyka
Osmy marca. Rotunda. Koncert Waglewskich zaczyna sie..

Tomasz O: A gdzie jest Fiszer?
18:47, albanian_choir
Link Komentarze (1) »
środa, 20 lutego 2008
basen i Mateusz schizofrenik
nasze ulubiona para miłosna: miusia i metju wybieraja sie na basen.miałam pojsc z nimi, ale po uświadomieniu mi faktu ze teraz na torze jest 4 do 6 osób wymiękłam:D

metju wpadł do nas. po tym jak sie dowiedzial, ze nei ide:

- ej czeelu chodz chodz.
- nie
- ok

po ok 3 min metju stwierdza ze nie idzie.

mia: czemu nie chcesz isc?
metju: bo jest 6 osób na torze.
mia: weź nei gadaj głupot tylko idziemy.
metju: ej mia, nie, ja nie chce isc, mam złe przeczucia..
nie idziemy. ja chce isc na spacer. mia chodzmy na piwo!
mia: nie. nie po to nie piłam, zeby teraz nie isc na ten basen.
metju: ustap mi!
mia: nie ustapie, bo od 4 lat nie chodze dla ciebie na basen juz.

po 5 minutach szamotania sie i przytrzymywania mii..

metju ubrał czepek, czym wywołał radość ogólną

poprzestawiał mi cos w komputerze

po czym maria stwierdzila ze czas isc.

metju poszedl pokazac mii swoj kostium kapielowy

po chwili to on był przodownikiem, popedzajac mie:

- ej kurna, mia szybko.. bardziej niż nie lubię chodzic na basen nie lubie sie spozniac.

i poszli.
20:35, albanian_choir
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20